Jak budowaliśmy swoje bezpieczeństwo?

(wspomnienia inwestora)

Długo trwała budowa własnego, wymarzonego domu. Jednak gdy wprowadziliśmy się już do naszego gniazdka, powstały nowe problemy. Mieszkając w blokach pełnych ludzi nie czuliśmy problemu zagrożenia włamaniem, napadem czy pożarem. Tu w podwarszawskiej miejscowości, w domu z dużym ogrodem powstał temat bezpieczeństwa.

Na spotkaniach rodzinnych i u znajomych nasłuchaliśmy się jak to tych okradli, innych napadli, tamtym otruto psa itp. Strach o własne bezpieczeństwo stał się tematem numer jeden. Przysłowie „strach ma wielkie oczy” stało się rzeczywistością. Były nieprzespane noce, każdy podejrzany dźwięk zrywał nas na nogi – czy to już włamywacze?

Zapadła decyzja – trzeba założyć alarm. Mamy alarm w samochodzie, więc pierwsze pomysły – taki sam chcemy w naszym domu. Oczywiście w czasie budowy dostawaliśmy oferty od firm instalujących alarmy, ale wtedy nie czuliśmy takiej potrzeby i to był błąd.

Zaczęliśmy interesować się tematem systemu alarmowego. Rozpytywaliśmy znajomych, szukaliśmy w Internecie, trochę literatury. I wtedy się okazało, że zabezpieczenie domku to nie to samo, co samochodu, to jest dużo poważniejszy problem. Powstawały pytania: kto ma założyć alarm?, jaki alarm? i ile to będzie kosztować? Jedni twierdzili, że najlepiej wszystko przez Agencje Ochrony z grupami interwencyjnymi, inni udowadniali, że wprost przeciwnie. W dużych Agencjach Ochrony wykonuje się systemy alarmowe standartowo z dużą rotacją instalatorów, a w zabezpieczeniu cenna jest dyskrecja  i oryginalność wykonania zabezpieczenia. Przekonywano nas do małych firm instalujących alarmy. Sprawdziliśmy oferty jednych i drugich. Rozbieżności były spore. Często z Agencji Ochrony przychodzili handlowcy, którzy płynnie referowali tematy, ale na pytania szczegółowe nie zawsze mieli pełną wiedzę. Z małych firm instalatorskich oferentami często byli ludzi, u których było widać, że sami montują te urządzenia, potrafią odpowiedzieć  na różne wątpliwości i proponowali szeroki wachlarz możliwych zabezpieczeń.

Po długich rodzinnych debatach, wypytywania znajomych zdecydowaliśmy się na poleconego instalatora alarmów, jak się później okazało mieszkającego blisko naszej podwarszawskiej miejscowości. Decyzja był trafna. Dziś mija prawie rok od założenia systemu alarmowego. Naprawdę czujemy się bezpieczniej. System alarmowy nie był tani, to prawda. Nie chcę zbyt szczegółowo opisywać, bo tu też cenna jest dyskrecja, ale wspomnę główne zarysy zabezpieczenia. Zastosowano najnowszą centrale alarmową INTEGRA (polskiej produkcji), działa niezawodnie. Zabezpieczony mamy teren wokół domu, wszystkie otwory, okna i drzwi jak i przestrzeń wewnętrzną czujkami ruchu. Gdy instalator zaproponował w garażu i kotłowni czujki z mikrofalą byliśmy przerażeni. Tyle słyszeliśmy o szkodliwości mikrofalówek a tu nowe takie urządzenie. Ale instalator przekonał i pokazał że w tych centralach jest możliwość bezpiecznego podłączenia czujek z mikrofalą.

Centrala oprócz powiadamiania do Agencje Ochrony powiadamia nas SMS-em nie tylko o alarmie, ale o zalaniu w kotłowni i przy pralce, o braku zasilania sieciowego, co często się zdarza i trzeba reagować na takie zjawiska by nie ponieść większych strat. Niedawno nasz instalator na tej centrali dorobił system sterowania roletami zewnętrznymi w oknach a także możliwość obsługi systemu przez Internet i telefon komórkowy. Gdy wychodzimy z domu i włączamy alarm automatycznie rolety się opuszczają, ale jak jest dzień słoneczny, nie ma nas w domu, żona dbając o kwiatki może przez telefon komórkowy, zdalnie podnieść  rolety – to rewelacja.

Jak dowiedzieliśmy się niedawno zdarzają się włamania z usypianiem mieszkańców jakimś gazem, zaprzyjaźniony już Instalator na takie obawy zaproponował i zainstalował czujki wykrywające taki gaz.

Już tych kilka przykładów wskazuje, że możemy się czuć w naszym domu bezpiecznie.

 

Mariusz Biedrzycki

Wróć